Druga pozycja w jednej z najsilniejszych lig świata i pewne już wyjście z grupy Ligi Mistrzów to dla wielu działaczy i kibiców wynik cudowny, ale nie dla tych z Monachium, bo Bayern w ostatnich latach przyzwyczaił nas do dominacji. Panikować nie ma co, ale lampka powinna się już zapalić i powoli można zaryzykować stwierdzenie, że Carlo Ancelotti do Bayernu się nie dopasował.
poniedziałek, 28 listopada 2016
wtorek, 19 listopada 2013
"Klichgate" - czyli Wrocław leży na Słowacji
To nie przypadek, że o meczu ze Słowacją piszę dopiero
teraz. Po tym co wydarzyło się we Wrocławiu wolałem na kilka dni spuścić
zasłonę milczenia. Przy okazji wyszły inne ciekawe „perełki” do których mogę
się odnieść, jak chociażby nowa piłkarska afera „Klichgate”.
Jak już pisałem wcześniej po pierwszym meczu nowego
selekcjonera nie wyciągałbym daleko idących wniosków. Jak to się mówi pierwsze
koty za płoty. Mniejsze pretensje za mecz ze Słowacją miałbym do debiutantów,
Olkowskiego, Kosznika czy Kamińskiego. Zgadza się, że zawalili przy bramkach
dla Słowaków, ale grając pierwszy raz w koszulce z orzełkiem na piersi przy
pełnym stadionie to nie to samo co komplet widzów w polskiej Ekstraklasie.
Dajmy im się oswoić. Za to zdecydowanie większe pretensje mam do doświadczonych
już piłkarzy, od których oczekiwałem dużo więcej. Kompletnie zawiódł Sobota,
podobnie jak Jędrzejczyk, Krychowiak, Mierzejewski i – to już norma –
Lewandowski. Nieco lepsze wrażenie sprawiał Błaszczykowski, ale podobnie jak w
przypadku wyżej wymienionych po jego akcjach również niewiele się działo.
środa, 13 listopada 2013
Każdy ma swojego kapitana...
Nie milkną echa wczorajszej – pierwszej – konferencji prasowej
Adama Nawałki jako nowego selekcjonera. Z szumie zapowiadanych zmian
dotyczących kapitana drużyny narodowej wyszło niewiele, a Nawałka już zebrał
pierwsze „joby”.
Zaraz po, albo i nawet w trakcie konferencji prasowej
zawrzało. Mówiło się o zmianach kapitana, a tymczasem kapitan został stary, a
trener powiedział, że to media wywołały burzę o zmianach w tym temacie. W
środowisku piłkarskim zawrzało, ale tym razem z powodu niekonsekwencji trenera.
Uznano, ze Nawałka wycofał się rakiem z wcześniejszych słów, a kontrowersyjny
dziennikarza Paweł Zarzeczny o decyzji nowego selekcjonera powiedział wprost „stchórzył”...
poniedziałek, 11 listopada 2013
Nawałka marszałkiem polskiej piłki?
Lepszej daty nowy selekcjoner piłkarskiej reprezentacji nie
mógł sobie chyba wymarzyć. W Święto Niepodległości, 11 listopada rozpoczęło się
pierwsze pod jego wodzą zgrupowanie kadry narodowej. Data symboliczna, a przy
odrobinie szczęścia Adam Nawałka może zyskać miano marszałka polskiej piłki
nożnej.
Po „sukcesach” kadry prowadzonej przez Waldemara „Kinga”
Fornalika polscy kibice czekają na zmiany, nawet nie te spektakularne, ale
zwyczajne, byle było lepiej, bo gorzej to już chyba się nie da. Również i ode
mnie trenerowi Fornalikowi się oberwało i niestety (albo i stety) wiele w tym
temacie się nie zmieniło. Fornalika pożegnaliśmy bez żalu. Dał się zapamiętać
jako człowiek bez charyzmy, samozaparcia, własnego zdania i niestety godności,
a na domiar złego miał nas wszystkich za idiotów. Cały naród widział, że jest
źle, a nawet coraz gorzej, ale ON dostrzegał pozytywy i przyszłość tej kadry, a
cała reszta przecież to banda debili, którzy się nie znają. Nawet pożegnać nie
umiał się z godnością...
Czy to już te właściwe tory?
Każdy człowiek niezależnie od pochodzenia, koloru skóry,
wieku, zainteresowań i wielu innych różniących nas wszystkich czynników szuka
właściwej dla siebie drogi, aby dojść do celu, własnego celu. U jednych trwa to
krócej, u innych dłużej, jednym jest łatwiej, innym trudniej, ale liczy się
tylko to czy do tego celu dojdziemy.
To tak jak w sporcie. Są mordercze treningi i wyrzeczenia,
ale to wszystko nie ma znaczenia kiedy osiąga się sukces, kiedy się wygrywa. Dla
jednych wygraną będzie sam start na zawodach, dla innych liczyć się będzie
tylko zwycięstwo. Najważniejsze jest odnaleźć własną drogę, dojść do celu i być
szczęśliwym. Często nasza droga jest wyboista, zdarza się, że z niej zbaczamy,
ale wówczas trzeba na nią wrócić i już wtedy jesteśmy zwycięzcami. Tak jest i w
codziennym życiu.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Przejdą do historii czy pójdą w zapomnienie?
Zainspirowany jutrzejszym meczem Legii postanowiłem
utrwalić swoje myśli, przeczucia i nadzieje. Jutrzejszy dzień, wtorek, 27
sierpnia 2013 roku może stać się niezwykle ważną datą w historii polskiej piłki
nożnej. Może to być dzień, który już na wieki może zapisać się w polskiej
piłce, ale może też być jednym z wielu, będzie smutek, który po kilkunastu
godzinach minie i powiemy „było tak blisko jak nigdy, a nie udało się jak
zawsze.
W ostatnich latach już kilka razy byliśmy w podobnej
sytuacji, w jakiej będziemy jutro. Głównie za sprawą Wisły Kraków. Pełni nadziei
oczekiwaliśmy wejścia do piłkarskiego raju, ale w tym ostatnim meczu,
decydującym o awansie jakoś nam nie szło. Jak to było z polskimi klubami walczącymi
o Champions League?
Biała Gwiazda świeci coraz jaśniej!
Piać z zachwytu jeszcze nie będę, ale co się należy to
Wiśle przyznać trzeba. Tak, krakowskiej Wiśle. Natchnęło mnie wczorajsze ligowe
spotkanie z Lechem. Pod wodzą „Franza” nurt Wisły znacznie przyspieszył, a
Biała Gwiazda zaczyna powoli świecić dawnym blaskiem.
W ostatnim 10-leciu krakowska Wisła była jednym z naszych
głównych piłkarskich towarów eksportowych. Znakomite występy w europejskich
pucharach i dominacja na krajowym podwórku. Któż z nas nie pamięta znakomitych
meczów z Parmą, Schalke czy Lazio. Wówczas w Krakowie mieli prawdziwą potęgę, a
prym w drużynie wiedli tacy piłkarze jak Frankowski, Żurawski, Kosowski czy
Uche. Wówczas Wisła zrobiła wiele dla całej polskiej piłki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
