To nie przypadek, że o meczu ze Słowacją piszę dopiero
teraz. Po tym co wydarzyło się we Wrocławiu wolałem na kilka dni spuścić
zasłonę milczenia. Przy okazji wyszły inne ciekawe „perełki” do których mogę
się odnieść, jak chociażby nowa piłkarska afera „Klichgate”.
Jak już pisałem wcześniej po pierwszym meczu nowego
selekcjonera nie wyciągałbym daleko idących wniosków. Jak to się mówi pierwsze
koty za płoty. Mniejsze pretensje za mecz ze Słowacją miałbym do debiutantów,
Olkowskiego, Kosznika czy Kamińskiego. Zgadza się, że zawalili przy bramkach
dla Słowaków, ale grając pierwszy raz w koszulce z orzełkiem na piersi przy
pełnym stadionie to nie to samo co komplet widzów w polskiej Ekstraklasie.
Dajmy im się oswoić. Za to zdecydowanie większe pretensje mam do doświadczonych
już piłkarzy, od których oczekiwałem dużo więcej. Kompletnie zawiódł Sobota,
podobnie jak Jędrzejczyk, Krychowiak, Mierzejewski i – to już norma –
Lewandowski. Nieco lepsze wrażenie sprawiał Błaszczykowski, ale podobnie jak w
przypadku wyżej wymienionych po jego akcjach również niewiele się działo.