środa, 13 listopada 2013

Każdy ma swojego kapitana...

Nie milkną echa wczorajszej – pierwszej – konferencji prasowej Adama Nawałki jako nowego selekcjonera. Z szumie zapowiadanych zmian dotyczących kapitana drużyny narodowej wyszło niewiele, a Nawałka już zebrał pierwsze „joby”.

Zaraz po, albo i nawet w trakcie konferencji prasowej zawrzało. Mówiło się o zmianach kapitana, a tymczasem kapitan został stary, a trener powiedział, że to media wywołały burzę o zmianach w tym temacie. W środowisku piłkarskim zawrzało, ale tym razem z powodu niekonsekwencji trenera. Uznano, ze Nawałka wycofał się rakiem z wcześniejszych słów, a kontrowersyjny dziennikarza Paweł Zarzeczny o decyzji nowego selekcjonera powiedział wprost „stchórzył”...


Może i jest w tym trochę racji, ale ja jako niepoprawny optymista oczekujący, że po zmianie trenera kadry będzie już tylko lepiej doszukuję się w takim działaniu jakichś pozytywów. I to niekoniecznie na siłę. Nawałka oświadczył bowiem, że kapitanem drużyny narodowej będzie ten zawodnik, który spośród wszystkich na boisku ma największą ilość występów w kadrze narodowej. Moim skromnym zdaniem to dobry ruch. Nie dlatego, że nie widziałbym jednego czy dwóch zawodników, którzy lepiej się nadają do noszenia opaski kapitana a mają mniej występów na koncie. Tylko dlatego, że jest to jakiś zalążek wewnętrznego regulaminu, zasad, których w kadrze ostatnio brakowało. Miałem wrażenie, że w kadrze Fornalika panuje bezkrólewie i samowolka. Nawałka zaczyna to układać – takie jest przynajmniej moje odczucie.

Nic tak nie konsoliduje zespołu jak jasne i przejrzyste zasady. Teraz kiedy zawodnicy przyjadą na zgrupowanie będą wiedzieli kto założy opaskę kapitańską. Oby wiedzieli też, którzy zawodnicy tworzą trzon zespołu. Żeby była jasność, kto i po co jest w tej reprezentacji. Nie tak dawno w mediach piłkarze żalili się, że u Fornalika była jedna wielka niewiadoma. Ja osobiście zaryzykowałbym stwierdzenie, że panował jeden „niezły burdel w tym Archeo” – cytując Jerzego Stuhra vel. Maks Paradys z kultowej Seksmisji.

Zarzeczny już na początku ma „ale” do nowego selekcjonera. I dobrze, bo nie możemy wszyscy być hurra optymistami, ale na konstruktywną i rzeczową krytykę jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Jakieś pierwsze wnioski będziemy mogli wyciągnąć już po najbliższych meczach. Niemniej to też będzie mało, żeby skreślać albo wychwalać Nawałkę. Obdarzmy trenera kredytem zaufania, a czy go spłaci czy będzie miał do czynienia z narodowym komornikiem to już tylko zależy od niego samego.