piątek, 26 lipca 2013

Nie ogolili baranów... do gołej skóry

Za nami rewanżowe mecze polskich zespołów w europejskich pucharach. Nasze cztery batalie zakończyły się 75-procentowym sukcesem. W grze nie ma jedynie Piasta, który wstydu nie przyniósł, ale jednak lekki niedosyt pozostał.

Podsumowując ogólnie wszystkie rewanżowe mecze z udziałem polskich drużyn trudno oprzeć się wrażeniu, że wolą walki wykazał się jedynie... Piast, którego już w dalszej fazie nie ma! Zarówno naszpikowana gwiazdami Legia, Lech i Śląsk sprawiały wrażenie, jakby zadowoliły się przewagą wywalczoną w pierwszym meczu, a rewanż przejdą spacerkiem. Było totalnie bez polotu!


Gruzin uratował honor czyli męczarnie Legii

O Legii mówi się, że jest to pierwszy od wielu lat zespół, który poważnie może powalczyć fazę grupową LM. W ładnym stylu wywalczyli mistrzostwo, przyszły obiecujące transfery. Jak nie teraz to kiedy?! Pierwszy mecz w Walii OK, wysoka zaliczka przed rewanżem i co? Pstro! Bez polotu, woli walki, chęci pokazania się swoim kibicom. Honor uratował Dwaliszwili, bo gdyby nie jego gol, to mimo awansu byłby wstyd i nie cieszmy się samym awansem, bo futbol ma być ładny dla oka. Oczywiście najważniejsze, żeby był skuteczny, bo cóż z ładnej gry jakbyśmy odpadli, jednak z półamatorami z Walii tak grać takiemu zespołowi jak Legia zwyczajnie nie przystoi.

Byle odbębnić czyli anemiczny Śląsk

O rewanżowym meczu Śląska za bardzo aż się pisać nie chce. Dwa gole w pierwszej połowie i już na milion procent pewny awans. Nawet jakby położyli się na boisku to pewnie by awansowali. Jednak jest takie coś jak wola walki i sportowa złość. Tymczasem zamiast kolejnej wygranej do rankingu jest remis. Szkoda słów.

Zapłacili frycowe czyli niedoświadczenie Piasta

Piast walczył bardo długo i bardzo zacięcie. Chwała im za to, że jako beniaminek powalczyli z najtrudniejszym rywalem spośród polskich drużyn. Nie ustrzegli się jednak błędów i po dogrywce odpadli z dalszej rywalizacji. Wstydu nie przynieśli, jednak ja będę krytyczny. Nieco więcej koncentracji i była szansa, żebyśmy po pierwszych meczach nadal mieli komplet zespołów w europejskiej rywalizacji...

Wygrali, ale... czyli Lech na pół gwizdka

Niby wygrali dwa mecze, niby twierdza Poznań niezdobyta w pucharach od wielu miesięcy, niby awansowali, ale jest ale... Grając na własnym terenie z zespołem, który wcześniej pokonało się 3:1 wymagane jest „dobicie” rywala. Tymczasem aż nadto widoczny był brak koncentracji i piłkarze Kolejorza już w trakcie meczu byli chyba myślami przy potyczce z Żalgirisem Wilno. Niby wszystko OK, ale jednak nie do końca. Od takiego zespołu jak Lech, który od dobrych kilku sezonów walczy w europejskich pucharach mamy jednak prawo wymagać coś więcej.

Z jednej strony w moich wcześniejszych słowach można znaleźć uzasadnienie faktu, że zaciekle walczył tylko Piast. Pozostał ekipy wyrobiły sobie w pierwszych meczach sporą przewagę, a o motywację z niżej notowanym rywalem jest ciężko. Niemniej naszej całej krajowej piłce jak powietrze potrzebne są punkty do rankingu UEFA. Za przekonujące wygrane mielibyśmy ich więcej, a i sam odbiór tych meczów byłby zdecydowanie lepszy. Jest jedna żelazna zasada. Jak złapie się barana (czyt. słabszy zespół) to trzeba go golić do gołej skóry!