Za nami rewanżowe mecze polskich zespołów w europejskich
pucharach. Nasze cztery batalie zakończyły się 75-procentowym sukcesem. W grze
nie ma jedynie Piasta, który wstydu nie przyniósł, ale jednak lekki niedosyt
pozostał.
Podsumowując ogólnie wszystkie rewanżowe mecze z udziałem
polskich drużyn trudno oprzeć się wrażeniu, że wolą walki wykazał się
jedynie... Piast, którego już w dalszej fazie nie ma! Zarówno naszpikowana gwiazdami
Legia, Lech i Śląsk sprawiały wrażenie, jakby zadowoliły się przewagą
wywalczoną w pierwszym meczu, a rewanż przejdą spacerkiem. Było totalnie bez
polotu!
Gruzin uratował honor czyli męczarnie Legii
O Legii mówi się, że jest to pierwszy od wielu lat
zespół, który poważnie może powalczyć fazę grupową LM. W ładnym stylu
wywalczyli mistrzostwo, przyszły obiecujące transfery. Jak nie teraz to kiedy?!
Pierwszy mecz w Walii OK, wysoka zaliczka przed rewanżem i co? Pstro! Bez
polotu, woli walki, chęci pokazania się swoim kibicom. Honor uratował
Dwaliszwili, bo gdyby nie jego gol, to mimo awansu byłby wstyd i nie cieszmy
się samym awansem, bo futbol ma być ładny dla oka. Oczywiście najważniejsze,
żeby był skuteczny, bo cóż z ładnej gry jakbyśmy odpadli, jednak z półamatorami
z Walii tak grać takiemu zespołowi jak Legia zwyczajnie nie przystoi.
Byle odbębnić czyli anemiczny Śląsk
O rewanżowym meczu Śląska za bardzo aż się pisać nie
chce. Dwa gole w pierwszej połowie i już na milion procent pewny awans. Nawet
jakby położyli się na boisku to pewnie by awansowali. Jednak jest takie coś jak
wola walki i sportowa złość. Tymczasem zamiast kolejnej wygranej do rankingu
jest remis. Szkoda słów.
Zapłacili frycowe czyli niedoświadczenie Piasta
Piast walczył bardo długo i bardzo zacięcie. Chwała im za
to, że jako beniaminek powalczyli z najtrudniejszym rywalem spośród polskich
drużyn. Nie ustrzegli się jednak błędów i po dogrywce odpadli z dalszej
rywalizacji. Wstydu nie przynieśli, jednak ja będę krytyczny. Nieco więcej
koncentracji i była szansa, żebyśmy po pierwszych meczach nadal mieli komplet
zespołów w europejskiej rywalizacji...
Wygrali, ale... czyli Lech na pół gwizdka
Niby wygrali dwa mecze, niby twierdza Poznań niezdobyta w
pucharach od wielu miesięcy, niby awansowali, ale jest ale... Grając na własnym
terenie z zespołem, który wcześniej pokonało się 3:1 wymagane jest „dobicie”
rywala. Tymczasem aż nadto widoczny był brak koncentracji i piłkarze Kolejorza
już w trakcie meczu byli chyba myślami przy potyczce z Żalgirisem Wilno. Niby
wszystko OK, ale jednak nie do końca. Od takiego zespołu jak Lech, który od
dobrych kilku sezonów walczy w europejskich pucharach mamy jednak prawo wymagać
coś więcej.
Z jednej strony w moich wcześniejszych słowach można
znaleźć uzasadnienie faktu, że zaciekle walczył tylko Piast. Pozostał ekipy
wyrobiły sobie w pierwszych meczach sporą przewagę, a o motywację z niżej notowanym
rywalem jest ciężko. Niemniej naszej całej krajowej piłce jak powietrze
potrzebne są punkty do rankingu UEFA. Za przekonujące wygrane mielibyśmy ich
więcej, a i sam odbiór tych meczów byłby zdecydowanie lepszy. Jest jedna
żelazna zasada. Jak złapie się barana (czyt. słabszy zespół) to trzeba go golić
do gołej skóry!