poniedziałek, 22 lipca 2013

Ekstraklasa ruszyła czyli niespodzianki i... babol sędziego już na początku

Bomba poszła w górę! Oczywiście ta nasza polska, piłkarska bomba. W pierwszej kolejce Ekstraklasy nie obyło się bez niespodzianek i to nawet tych dużych. Już po pierwszej serii spotkań liderem została Legia Warszawa, czyli główny kandydat do mistrzowskiego tytułu.

W Warszawie znakomite nastroje. Nie dość, że w pierwszym meczu o Ligę Mistrzów poszło bardzo dobrze to i na inaugurację rodzimej ligi wyszło znakomicie. Legia zagrała znakomite zawody z Widzewem, a pierwszoplanową postacią był zawsze niedoceniany Michał Kucharczyk. Start wymarzony i pewnie nie będą chcieli oddać fotela lidera już do końca rozgrywek :) A Widzew? Bez komentarza...

Trudne początki beniaminków. Zawisza walczył jak tylko mógł z Jagiellonią i był bliski pierwszej po 19 latach zdobyczy punktowej w Ekstraklasie. Wszystko zniweczył jednak wynalazek Piotra Stokowca, niejaki Balaj. Wszedł na boisko, strzelił gola i niedługo później mecz się zakończył. Cóż więcej chcieć od napastnika? Bez punktu po powrocie do Ekstraklasy jest także Cracovia, chociaż im walki również odmówić nie można. Bohaterem meczu został jednak Zbozień z Piasta, który zdobył dwa gole. A antybohaterem sędzia Tomasz Radkiewicz z Łodzi. W samej końcówce nie podyktował ewidentnego karnego dla krakowian. Ehhh... dopiero się liga zaczęła, a już mamy byki arbitrów...

Również w Krakowie, tyle, że na innym stadionie mierzyły się dwie bardzo podobne drużyny do siebie. Wisła kontra Górnik czyli u Smudy (i Nawałki) nudy! Coś mi się wydaje, że obie te drużyny w poprzednim sezonie będą miały podobny cel, załapać się do najlepszej ósemki, ale będzie to dla nich bardzo trudne zadanie. Wisła zagrała bez nominalnego napastnika, którego na Reymonta zwyczajnie... nie ma. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać...

W Kielcach tak jak i w Krakowie padł bezbramkowy remis. Z tym, że bardziej z jednego punktu powinni być zadowoleni wrocławianie. Korona może czuć mały niedosyt, ale z drugiej strony czego się spodziewać jak nie ma Korzyma, człowieka orkiestry, lidera zespołu, który strzelał, asystował i bronił. Czasami robił więcej niż reszta drużyny. Śląsk z kolei chyba wystrzelał się w europejskich pucharach, bo w lidze nic szczególnego nie pokazał.

A na koniec dwie niespodzianki, a może nawet sensacje. Bezbarwne Zagłębie na inaugurację sezonu przegrało z przeciętną w poprzednim sezonie Pogonią i to dość wyraźnie. Z kolei wczoraj wieczorem Lech w ostatnich minutach stracił zwycięstwo w potyczce z Ruchem Chorzów i już po pierwszej kolejce ma stratę do Legii. Na pewno spore zaskoczenie.