wtorek, 23 kwietnia 2013

Podsumowanie: „360° wokół: Ekstraklasy”

75 procent skuteczności. Takim wynikiem możemy pochwalić się po pierwszym cyklu „360° wokół: Ekstraklasy”. Nie trafiliśmy jedynie wyniku meczu Podbeskidzia z Bełchatowem i Śląska z Lechią.

Jak na początek 75-procentowa skuteczność to bardzo dobry wynik. Nasze przewidywania w większości się sprawdziły, chociaż wiele rozstrzygnięć zapadło dopiero w ostatnich minutach.

Remis w Białymstoku co prawda trafiony, ale jeszcze w drugiej połowie wydawało się, że będzie to pewne pudło. Jagiellonia prowadziła już 2:0, a wygrać meczu nie potrafiła. Bohaterem Krakowa został Emanuel Sarki, który najpierw trafił osobiście do bramki rywali, a chwilę później asystował przy goli Boguskiego. W ostatnim meczu kolejki, Ruch w ostatnich minutach po bramce Jankowskiego pokonał warszawską Polonię 2:1. Z kolei po pierwszej połowie potyczki w Warszawie, gdzie Legia mierzyła się z Pogonią pachniało sensacją. Portowcy znakomicie zaczęli ten mecz, ale po przerwie wszystko toczyło się już zgodnie z naszymi przewidywaniami. Dużym zaskoczeniem była postawa Podbeskidzia. W meczu o życie w Ekstraklasie nie potrafili pokonać ostatniego GKS-u, a momentami mieli przygniatającą przewagę. Na koniec dwa zdania o meczu w Kielcach. Tutaj również potoczyło się zgodnie z naszymi przewidywaniami, ale decydujący gol padł dopiero w końcówce meczu. Piotr Malarczyk załatwił Koronie komplet punktów i tym samym potwierdził panujące reguły. Kielczanie strzelają w każdym meczu wiosny, a Górnik w rundzie rewanżowej gra karygodnie.

Co w tej kolejce połączyło Tomasza Lisowskiego z Korony, Grzegorza Bonina z Górnika, Sergieja Pareikę z Wisły, Traore z Bełchatowa i Marko Cetkovicia z Podbeskidzia? Wszyscy opuścili boisko już w pierwszej połowie (prócz Pareiki, który zszedł w przerwie). Większość zawodników doznała kontuzji i tylko wspomniany Pareiko zdołał dograć do końca pierwszą połowę. Z Kolei Cetković boisko opuścił jeszcze przed przerwą z powodu słabej postawy . Trenerzy nie obawiali się bardzo szybko wykorzystać pierwszych zmian, a w zasadzie byli do nich zmuszeni. Pytanie tylko ile z tych urazów wynika z nieszczęśliwych wydarzeń, a ile z przeciążenia spowodowanego złym przygotowaniem motorycznym. Bo obraz zawodników, których już po 60 minucie meczu łapią skurcze to na boiskach Ekstraklasy widok nie będący rzadkością. Nasuwa się kolejne pytanie. Jak nasi „ekstra-kopacze” poradziliby sobie w lepszych ligach, gdzie gra się więcej meczów i to nawet co trzy dni? Trzeba równać do najlepszych! Do pracy rodacy!