75 procent skuteczności. Takim wynikiem możemy pochwalić
się po pierwszym cyklu „360° wokół: Ekstraklasy”. Nie trafiliśmy jedynie wyniku
meczu Podbeskidzia z Bełchatowem i Śląska z Lechią.
Jak na początek 75-procentowa skuteczność to bardzo dobry
wynik. Nasze przewidywania w większości się sprawdziły, chociaż wiele
rozstrzygnięć zapadło dopiero w ostatnich minutach.
Remis w Białymstoku co prawda trafiony, ale jeszcze w
drugiej połowie wydawało się, że będzie to pewne pudło. Jagiellonia prowadziła
już 2:0, a wygrać meczu nie potrafiła. Bohaterem Krakowa został Emanuel Sarki,
który najpierw trafił osobiście do bramki rywali, a chwilę później asystował
przy goli Boguskiego. W ostatnim meczu kolejki, Ruch w ostatnich minutach po
bramce Jankowskiego pokonał warszawską Polonię 2:1. Z kolei po pierwszej
połowie potyczki w Warszawie, gdzie Legia mierzyła się z Pogonią pachniało
sensacją. Portowcy znakomicie zaczęli ten mecz, ale po przerwie wszystko
toczyło się już zgodnie z naszymi przewidywaniami. Dużym zaskoczeniem była
postawa Podbeskidzia. W meczu o życie w Ekstraklasie nie potrafili pokonać
ostatniego GKS-u, a momentami mieli przygniatającą przewagę. Na koniec dwa
zdania o meczu w Kielcach. Tutaj również potoczyło się zgodnie z naszymi
przewidywaniami, ale decydujący gol padł dopiero w końcówce meczu. Piotr
Malarczyk załatwił Koronie komplet punktów i tym samym potwierdził panujące
reguły. Kielczanie strzelają w każdym meczu wiosny, a Górnik w rundzie
rewanżowej gra karygodnie.
Co w tej kolejce połączyło Tomasza Lisowskiego z Korony,
Grzegorza Bonina z Górnika, Sergieja Pareikę z Wisły, Traore z Bełchatowa i
Marko Cetkovicia z Podbeskidzia? Wszyscy opuścili boisko już w pierwszej
połowie (prócz Pareiki, który zszedł w przerwie). Większość zawodników doznała
kontuzji i tylko wspomniany Pareiko zdołał dograć do końca pierwszą połowę. Z Kolei
Cetković boisko opuścił jeszcze przed przerwą z powodu słabej postawy .
Trenerzy nie obawiali się bardzo szybko wykorzystać pierwszych zmian, a w
zasadzie byli do nich zmuszeni. Pytanie tylko ile z tych urazów wynika z nieszczęśliwych
wydarzeń, a ile z przeciążenia spowodowanego złym przygotowaniem motorycznym.
Bo obraz zawodników, których już po 60 minucie meczu łapią skurcze to na
boiskach Ekstraklasy widok nie będący rzadkością. Nasuwa się kolejne pytanie.
Jak nasi „ekstra-kopacze” poradziliby sobie w lepszych ligach, gdzie gra się
więcej meczów i to nawet co trzy dni? Trzeba równać do najlepszych! Do pracy
rodacy!
