niedziela, 21 kwietnia 2013

Kolanko i główka to rywala Szpilki wymówka?

„To nie tak miało być. Zupełnie nie tak” – słowa utworu Budki Suflera pod takim samym tytułem pasują do tej sytuacji idealnie. Miało być wielkie święto boksu w Rzeszowie, tymczasem Ukrainiec doznał kontuzji i zrezygnował już po pierwszej rundzie!

Spodziewaliśmy się wielkiego boksu w wykonaniu Artura Szpilki i Tarasa Bidenki. Gala Wojak Boxing  Night w Rzeszowie zapowiadana była jako wyjątkowe wydarzenie, którego kulminacyjnym momentem będzie starcie Polaka z Ukraińcem. Całym sercem wierzyliśmy w spektakularne zwycięstwo młodego Szpilki. Co prawda wygrał i to po pierwszej rundzie, ale chyba sam nie chciał zwyciężać w takich okolicznościach. Już podczas pierwszych sekund walki Bidenko doznał kontuzji kolana. Dotrwał do końca pierwszego starcia, ale do ringu ponownie już nie wyszedł. Werdykt sędziów mógł być tylko jeden. Zwycięstwo Polaka przez niezdolność do dalszej walki rywala. W tym momencie nawet sam Szpilka się nie cieszył.

To nie tak miało być(fot. sport.pl)
Polak był zniesmaczony takim rozwojem sytuacji. Czuł wieki niedosyt, podobnie chyba jak wszyscy kibice, którzy oczekiwali wielkich emocji – tych na pewno zabrakło. - Chciałem bardzo przeprosić. To nie moja wina, chciałem boksować, chciałem się pokazać. Coś się stało z kolanem rywala, bardzo przepraszam - powiedział bezpośrednio po walce na antenie Polsatu Sport niezadowolony Szpilka.

Nasuwa się tylko jedno pytanie. Czy był to prawdziwy uraz, czy porażka nie tyle z kontuzją co z psychiką? Nie posądzamy oczywiście Ukraińca o nieczyste intencje i strach, ale jeszcze przed samą galą Polak wykazał się wyższością nad rywalem. Po pierwsze podczas oficjalnego ważenie Szpilka okazał się o prawie 7 kilogramów cięższy, a poza tym w wypowiedziach Polaka było więcej pewności siebie. Bidenko z kolei mówił o swojej wygranej, ale z rezerwą, znalazł też czas, aby wypowiedzieć się o zaletach Szpilki i stwierdził, że będzie musiał się bardzo namęczyć aby wygrać. Z jednej strony jest to szacunek dla rywala, ale pięściarze wychodzący do ringu muszą być twardzi, żądni krwi i pewni siebie, a w tych wypowiedziach pewności nie było.

Nadzieja polskiej wagi ciężkiej – jak często nazywany jest Szpilka może dopisać do swojego konta kolejne zwycięstwo przed czasem. Jednak okoliczności wygranej nie cieszą chyba nikogo. Kto teraz stanie na drodze „Szpili”? - Mam nadzieję że niedługo dojdzie do walki z Krzysztofem Zimnochem, któremu pokażę, gdzie raki zimują – dodał wczoraj Szpilka.