„To nie tak miało być. Zupełnie nie tak” – słowa utworu
Budki Suflera pod takim samym tytułem pasują do tej sytuacji idealnie. Miało
być wielkie święto boksu w Rzeszowie, tymczasem Ukrainiec doznał kontuzji i
zrezygnował już po pierwszej rundzie!
Spodziewaliśmy się wielkiego boksu w wykonaniu Artura Szpilki
i Tarasa Bidenki. Gala Wojak Boxing
Night w Rzeszowie zapowiadana była jako wyjątkowe wydarzenie, którego
kulminacyjnym momentem będzie starcie Polaka z Ukraińcem. Całym sercem wierzyliśmy
w spektakularne zwycięstwo młodego Szpilki. Co prawda wygrał i to po pierwszej
rundzie, ale chyba sam nie chciał zwyciężać w takich okolicznościach. Już
podczas pierwszych sekund walki Bidenko doznał kontuzji kolana. Dotrwał do
końca pierwszego starcia, ale do ringu ponownie już nie wyszedł. Werdykt sędziów
mógł być tylko jeden. Zwycięstwo Polaka przez niezdolność do dalszej walki
rywala. W tym momencie nawet sam Szpilka się nie cieszył.
![]() |
| To nie tak miało być(fot. sport.pl) |
Polak był zniesmaczony takim rozwojem sytuacji. Czuł
wieki niedosyt, podobnie chyba jak wszyscy kibice, którzy oczekiwali wielkich
emocji – tych na pewno zabrakło. - Chciałem bardzo przeprosić. To nie moja
wina, chciałem boksować, chciałem się pokazać. Coś się stało z kolanem rywala,
bardzo przepraszam - powiedział bezpośrednio po walce na antenie Polsatu Sport
niezadowolony Szpilka.
Nasuwa się tylko jedno pytanie. Czy był to prawdziwy
uraz, czy porażka nie tyle z kontuzją co z psychiką? Nie posądzamy oczywiście
Ukraińca o nieczyste intencje i strach, ale jeszcze przed samą galą Polak
wykazał się wyższością nad rywalem. Po pierwsze podczas oficjalnego ważenie
Szpilka okazał się o prawie 7 kilogramów cięższy, a poza tym w wypowiedziach
Polaka było więcej pewności siebie. Bidenko z kolei mówił o swojej wygranej,
ale z rezerwą, znalazł też czas, aby wypowiedzieć się o zaletach Szpilki i stwierdził,
że będzie musiał się bardzo namęczyć aby wygrać. Z jednej strony jest to
szacunek dla rywala, ale pięściarze wychodzący do ringu muszą być twardzi,
żądni krwi i pewni siebie, a w tych wypowiedziach pewności nie było.
Nadzieja polskiej wagi ciężkiej – jak często nazywany
jest Szpilka może dopisać do swojego konta kolejne zwycięstwo przed czasem.
Jednak okoliczności wygranej nie cieszą chyba nikogo. Kto teraz stanie na
drodze „Szpili”? - Mam nadzieję że niedługo dojdzie do walki z Krzysztofem
Zimnochem, któremu pokażę, gdzie raki zimują – dodał wczoraj Szpilka.
