środa, 10 kwietnia 2013

Malagi już nie ma, czas na tiki-taka, walczą też kasztanki!

Ćwierćfinały piłkarskiej Ligi Mistrzów już w połowie rozstrzygnięte. Wczoraj mieliśmy jeszcze trzy rodzaje z naszej słodkiej mieszanki, Malagę, Tiki-Takę i kasztanki. Dziś prawdziwej Malagi już nie ma. Wieczorem o awans do półfinału powalczy za to barcelońska „tiki-taka”, a PSG to takie nasze „kasztanki”, bo przecież najlepsze kasztany są na placu Pigalle... w Paryżu.

Wczoraj przeczucie było po mojej stronie. Borussia awansowała jak przewidywałem, ale nie sądziłem, że po takich emocjach. Są sobie sami winni, bo zagrali słabo, ale w końcówce pokazali charakter. Dobrą drużynę poznaje się po tym, że wygrywa nawet wtedy gdy nie idzie. Poza tym zwycięzców się nie sądzi. Inny aspekt tego meczu to sędzia. Dla mnie zawieszenie i do książek uczyć się przepisów. Zwycięska bramka padła ze spalonego, ale na „ofsajdzie” był Eliseu przy drugim trafieniu dla Hiszpanów. Awans zgodnie z planem, ale gra poniżej oczekiwań.

W drugim półfinale też było tak jak sądziłem. „Galata” na własnym terenie jest bardzo groźna, ale nie na tyle, żeby zagrozić Realowi awansować dalej. Bramka CR7 już w 7 minucie załatwiła sprawę. W tym momencie gospodarze potrzebowali aż 5 bramek do awansu. Zadanie niemożliwe. Niemniej Drogba i spółka pokazali charakter, a jak na turecką ekipę tego akurat im zabraknąć nie powinno. Prowadzili już nawet 3:1, ale faworyzowany Real i niezawodni Ronaldo odpowiedzieli jeszcze jedną bramką, żeby awans wyglądał na bardziej zasłużony.

Moje przeczucia zawiodła za to Legia. Mimo, że w Chorzowie zagrała w odmienionym składzie to w końcówce miała jednego zawodnika więcej na boisku. Niestety nie wykorzystali tego, a wynik 0:0 w korzystnej sytuacji stawia piłkarzy ze Śląska.

A co dzisiaj mamy na rozkładzie? Praktycznie taki sam zestaw. Najpierw o 18:30 w pierwszym półfinale Śląsk Wrocław podejmował będzie krakowską Wisłę. Faworytem są gospodarze, ale w Krakowie wszystko stawiają na Puchar Polski i na pewno już w pierwszym meczu będą chcieli przybliżyć się do awansu. Wszak może okazać się, że sam udział w finale zagwarantuje europejskie puchary.

A na koniec ponowne emocje związane z Ligą Mistrzów. Wierzę, że „Juve” wykorzysta atut własnego boiska i odrobi straty. Kto wie, może będą emocje w dogrywce... A Barcelona? U siebie jest murowanym faworytem, ale moje przeczucia krążą bliżej PSG. Zlatan i spółka sprawią mega sensację?