Serce boli. Panuje ogólne przygnębienie, a jak przypomnę
sobie te bramki to i ogromną złość! No cóż... taki jest sport, ale czy
przypadkiem trener Waldemar Fornalik nie strzelił sobie samobója?
Niemalże wszystkie statystyki tego meczu przemawiały za
naszymi reprezentantami. To Polska dłużej utrzymywała się przy piłce, to Polska
była aktywniejsza i wreszcie to Polska oddała więcej celnych strzałów na bramkę.
I co z tego? Ukraińcy zostawili na boisku serce, a świadczy to tym liczba
fauli, a także popisali się znakomitą skutecznością. Porażkę trzeba przyjąć z
godnością, ale czy nasz sztab szkoleniowy dobrze przygotował się do tego meczu,
bo po końcowym gwizdku sędziego mam co do tego wątpliwości.
Oczywiście nie zamierzam całej winy zganiać na trenera
Fornalika, bo to piłkarze biegają po boisku i to oni zaczęli ten mecz
katastrofalnie, ale mam spore zastrzeżenia do wyborów naszego szkoleniowca.
Niewypałem okazał się Maciej Rybus, ale to już w przerwie dostrzegł sam
Fornalik, lecz jego decyzja o desygnowaniu do gry niedoświadczonego Jakuba
Koseckiego wydaje się równie błędna. Katastrofalnie wręcz zaprezentowała się
linia defensywna. O ile Sebastian Boenisch w ofensywie się starał, o tyle w
obronie był momentami bezradny. Niemniej sam postawił był na zawodnika Bayeru
Leverkusen, ale kompletnie niezrozumiałą dla mnie decyzją było wystawienie
Marcina Wasilewskiego. Osobiście bardzo go lubię i szanuję, ale nie gra on w
klubie i jest zupełnie bez formy. Był spóźniony niemalże w każdej akcji i do
tego niedokładny, zupełnie nic nie wniósł do gry. Do tego stylu dopasował się Kamil
Glik i o utratę bramki nie trudno. W drugiej linii „szału” też nie było. Po Radku
Majewskim spodziewałem się zdecydowanie więcej, poza dwoma dobrymi
dośrodkowaniami ze stałych fragmentów gry nie pokazał nic. A nasza ofensywna
gwiazda Robert Lewandowski... znów nie trafił, ale czegóż od niego oczekiwać,
jak gramy jednym napastnikiem, który nie dostaje podań od kolegów z pomocy.
A na koniec może trochę niezgodnie z zasadami fair play.
Jak już nie idzie gra to trzeba szukać swoich szans w inny sposób. Ukraińcy
grali agresywnie i szybko łapali kartki. Aż się prosiło zagrać pod faul, grać
na tych rywali, którzy już kartkę zobaczyli, dać się sfaulować i liczyć, że
arbiter wyciągnie czerwony kartonik. Rotan aż się o to prosił.