wtorek, 26 marca 2013

Nieparzyście do zera pogoni Polska kelnera


Intensywnie myślę o moim ostatnim zawieszeniu białej flagi na mecze reprezentacji Polski. Myślę i analizuję czy może jednak warto zdjąć z masztu biały proporzec.
Jednak wszyscy szukacie ciekawostek ze świata sportu, a piłka nożna dla wielu jest przysłowiowym konikiem. Tak więc nasz blog musi być też dla Was stajnią, która będzie realizować Wasze pasje. Jednak się z tym nie wygra.


Zapewne nie wygrają dziś również i piłkarze San Marino. Rzemieślnicy z Księstwa wspierani licznym tłumem taksówkarzy, sklepikarzy, aptekarzy i nauczycieli liczą na najniższy wymiar kary w meczu z Gliko-Wasylami. Misja może być ciężka do zrealizowania, ale raz na jakiś czas to i San Marino gola strzeli.

W tych eliminacjach nasi rywale jeszcze nie cieszyli się ze strzelenia gola, a za nami już półmetek rywalizacji. Dziś szansa numer 6 na zdobycie upragnionej bramki. W dotychczasowych pięciu Maryniści solidarnie przegrywali w każdym ze spotkań do zera. U siebie tracili zawsze parzystą liczbą bramek (2,6,8), a w meczach wyjazdowych jak dotąd rywale aplikowali im 3 lub 5 bramek. Jedna zagadka więc jest już rozwiązana. Nasi strzelą dziś rywalom siedem lub dziewięć goli. W dwucyfrówkę nie wierzę, a na jednej to się chyba nie skończy. No chyba, że faktycznie jest z nami aż tak źle.

Graliśmy z nimi już 6 razy. Po naszych strzałach i rękach zdobyliśmy z nimi 23 gole. Rywale nam nie strzelili nic. Andy Selva raz był bliski strzelenia gola z rzutu karnego, ale Łukasz Fabiański obronił i skończyło się do zera. Niektórzy przekonują, że dziś San Marino wreszcie coś huknie i będzie pierwsza historyczna „sztuka”.

Dziś wieczorem szukamy więc odpowiedzi na te pytania:
  1. Czy Polacy będą w stanie szybciej objąć prowadzenie 2-0 niż stracili je w meczu z Ukrainą
  2. Czy San Marino (czytaj Andy Selva) zaliczy gola w tym meczu
  3. Czy „Lewy” jest w reprezentacji lewy czy jednak prawy i skuteczny
  4. Czy Waldek to jednak King

Fanatycy reprezentacji oczekują trzech odpowiedzi TAK. Krytycy czekają na „kiwnięcie” w drugiej zagadce. Sympatycy piłki po prostu obejrzą sobie mecz.

Warto pamiętać jednak, że zawsze można było urodzić się w San Marino albo cieszyć się ze zwycięstwa nad Polską w ubiegły piątek mając w portfelu lwowską wypłatę.