Powoli będziemy już kończyć eliminacyjny wątek. Emocje
powoli opadają. Rozum mówi jednak, że to już koniec. Serce za to wciąż wierzy i
bić będzie do momentu, kiedy po raz ostatni zabrzmi gwizdek sędziego w ostatnim
meczu eliminacyjnym w grupie H. Przeanalizujmy dokładnie naszą sytuację.
Nawet jeśli wygramy wszystkie 5 pozostałych spotkań
będziemy mieli na koncie 23 punkty. Jeżeli Czarnogóra wygra wszystkie mecze
(prócz tego z Polską) też będzie miała 23 oczka i wówczas o pierwszym miejscu
zadecyduje bilans bramek.
Bez wątpienia koniecznym warunkiem jest wygranie meczów z
San Marino, Mołdawią i Ukrainą, z którą mamy – w przeciwieństwie do pozostałych
ekip – jeden mecz rozegrany mniej. Przy wygranej z Ukrainą (a gramy na
wyjeździe) przy równej liczbie meczów zbliżymy się do prowadzącej dwójki. Do
Anglii na punkt, a do Czarnogóry na trzy.
Jeśli dodatkowo wygramy również z Czarnogórą to zrównamy
się z nią punktami i mamy duże szanse na zajęcie drugiego miejsca bo taki wynik
to również szansa dla Anglików. Tych dogonić będzie niezmiernie trudno.
Zakładając, że Podopieczni trenera H wygrają z Mołdawią, Ukrainą i Czarnogórą to
oni będą najbliżej pierwszego miejsca.
Oczywiście jeszcze wiele w grupie H się wydarzy. Jest mało
prawdopodobne, że którakolwiek z drużyn do końca eliminacji będzie tylko
wygrywać. Dla nas niezmiernie ważny będzie pojedynek z Ukrainą, który wyrówna
ilość rozegranych meczów wszystkich zespołów. Zanim jednak zabrzmi gwizdek w
Kijowie najpierw zagramy z Mołdawią w Kiszyniowie (7 czerwca), Czarnogórą w
Warszawie (6 września) i na wyjeździe z San Marino (10 września). Wszystkie te
cztery mecze będą dla naszej reprezentacji meczem o życie. Jakakolwiek wpadka
praktycznie eliminuje nas z dalszej walki.
Mołdawia na własnym terenie będzie groźna nie tylko dla
nas. Szaleńczo ważne będą potyczki Czarnogóry z Ukrainą (już w czerwcu),
Ukrainy z Anglią i Anglii z Czarnogórą. Te wyniki na pewno sporo namieszają w
zestawieniu. My musimy wyciągnąć wnioski z ostatniej fatalnej gry. Ale jeśli
pokonamy niżej notowaną Mołdawię, a także grając u siebie Czarnogórę oraz słabiutkie
San Marino to ostatnie dwa mecze wyjazdowe – z Ukrainą i Anglią mogą dać nam
nawet awans! Przy odrobinie szczęścia w meczach innych zespołów może się nawet
okazać, że mecz na Wembley będzie tylko o pietruszkę.
Najlepsze rozwiązanie przed ostatnią serią spotkań:
Polska wygrywa z Mołdawią, Czarnogórą, San Marino i
Ukrainą - mamy 20 punktów.
Czarnogóra remisuje z Ukrainą, przegrywa z Polską,
remisuje z Anglią – ma 16 punktów. Nawet wygrana w ostatnim meczu z Mołdawią
nie pozwoli wyprzedzić Polski.
Ukraina remisuje z Czarnogórą, wygrywa z San Marino, wygrywa
z Anglią i przegrywa z Polską – 15 punktów i nawet wygrana w rewanżu z San
Marino nic nie zmieni.
Anglia wygrywa z Mołdawią przegrywa z Ukrainą i remisuje Czarnogórą
– 16 punktów – nawet wygrana z Polską nie pozwoli nas wyprzedzić.
Wszystko musiałoby ułożyć się idealnie po naszej myśli,
ale nie jest to zupełnie nie realne. Ukraina może na własnym terenie ukłuć
porządnie Anglię, a Czarnogóra wyszarpać jej remis. Niemniej to Polacy muszą wspiąć
się na wyżyny i wygrać co najmniej cztery najbliższe mecze.
(Wybaczcie, ale ten wpis ma znacznie więcej wyrazów niż
360. Obiecuję, że to było po raz... przedostatni)
...pamiętacie?