Wrócę jeszcze pamięcią do wcześniejszego tekstu o...
truflach. Nadal uważam, że powodem do dumy dla Polaków jest nasza męska
reprezentacja w „szczypiorniaka”. Mojego zdania nie zmieniła nawet wczorajsza
przegrana ze Szwedami.
Kilka dni temu razem z El dyskutowaliśmy o poziomie
polskiej piłki nożnej, a przy okazji odnieśliśmy się do innych dyscyplin, w
których – można powiedzieć – jesteśmy w ścisłej światowej czołówce. Osobiście
podałem przykład piłki ręcznej. Nadal tak twierdzę, chociaż to już nie to samo
co jeszcze dwa czy trzy lata temu.
Prawdziwy bum na „szczypiorniaka” w Polsce rozpoczął się
za czasów sukcesów reprezentacji Bogdana Wenty. Kto nie pamięta wspaniałej
bramki Artura Siódmiaka na sekundy przed końcem meczu w Norwegią, kto nie
pamięta „jednej Wenty”, a przede wszystkim Wicemistrzostwa Świata z 2007 roku.
A przecież było jeszcze trzecie miejsce na tej imprezie, najniższy stopień
podium Igrzysk Olimpijskich w 1976 roku i zwycięstwo w Superpucharze Świata w
2007 roku!
Ostatnie lata to duży skok do przodu polskiej piłki
ręcznej. Jednak w tym tumulcie sukcesów nieco zapomniano o podstawach, o
szkoleniu młodzieży. Czasu się nie oszuka. Nasi złoci chłopcy z roku na rok
stawali się coraz starsi i forma też już nie była taka jak kiedyś. Trudno się
więc dziwić, że i sukcesów na arenie światowej zabrakło. Głową za słabsze
wyniki zapłacił Wenta. Czy słusznie? Do dziś ten temat wzbudza spore emocje. A
nowy trener? Niemiec Michael Biegler jak na razie nie poprawił zbytnio gry
naszej kadry. Wczoraj w kiepskim stylu przegraliśmy ze Szwecją, ale nie mamy
się co martwić, awans raczej sobie zapewnimy. Cieszy natomiast to, że w kadrze
pojawiło się kilka nowych nazwisk. I to jest bardzo dobry ruch. Niech nowi
zdobywają międzynarodowe doświadczenie. To na pewno zaprocentuje w przyszłości.
A co u Wenty? Ten
ma się bardzo dobrze! Udowadnia, że to nie on wypalił się w kadrze, ale błędy
były gdzieś indziej. Jako trener Vive Targów Kielce osiągnął ostatnio największy
sukces w historii polskiej klubowej piłki ręcznej – awansował do ćwierćfinału
Ligi Mistrzów! Oczywiście powiecie, że w klubie ma do dyspozycji nie tylko
Polaków, ale także zagraniczne gwiazdy. Zgadza się, ale to tylko potwierdza
moją tezę, że problem kadry leżał i leży nadal w szkoleniu młodzieży, a nie po
stronie trenera.
