piątek, 5 kwietnia 2013

Polski "szczypiorniak" uszczypnie niejednego!


To były piękne chwile!
(fot. IHF)
Wrócę jeszcze pamięcią do wcześniejszego tekstu o... truflach. Nadal uważam, że powodem do dumy dla Polaków jest nasza męska reprezentacja w „szczypiorniaka”. Mojego zdania nie zmieniła nawet wczorajsza przegrana ze Szwedami.

Kilka dni temu razem z El dyskutowaliśmy o poziomie polskiej piłki nożnej, a przy okazji odnieśliśmy się do innych dyscyplin, w których – można powiedzieć – jesteśmy w ścisłej światowej czołówce. Osobiście podałem przykład piłki ręcznej. Nadal tak twierdzę, chociaż to już nie to samo co jeszcze dwa czy trzy lata temu.

Prawdziwy bum na „szczypiorniaka” w Polsce rozpoczął się za czasów sukcesów reprezentacji Bogdana Wenty. Kto nie pamięta wspaniałej bramki Artura Siódmiaka na sekundy przed końcem meczu w Norwegią, kto nie pamięta „jednej Wenty”, a przede wszystkim Wicemistrzostwa Świata z 2007 roku. A przecież było jeszcze trzecie miejsce na tej imprezie, najniższy stopień podium Igrzysk Olimpijskich w 1976 roku i zwycięstwo w Superpucharze Świata w 2007 roku!

Ostatnie lata to duży skok do przodu polskiej piłki ręcznej. Jednak w tym tumulcie sukcesów nieco zapomniano o podstawach, o szkoleniu młodzieży. Czasu się nie oszuka. Nasi złoci chłopcy z roku na rok stawali się coraz starsi i forma też już nie była taka jak kiedyś. Trudno się więc dziwić, że i sukcesów na arenie światowej zabrakło. Głową za słabsze wyniki zapłacił Wenta. Czy słusznie? Do dziś ten temat wzbudza spore emocje. A nowy trener? Niemiec Michael Biegler jak na razie nie poprawił zbytnio gry naszej kadry. Wczoraj w kiepskim stylu przegraliśmy ze Szwecją, ale nie mamy się co martwić, awans raczej sobie zapewnimy. Cieszy natomiast to, że w kadrze pojawiło się kilka nowych nazwisk. I to jest bardzo dobry ruch. Niech nowi zdobywają międzynarodowe doświadczenie. To na pewno zaprocentuje w przyszłości.

A co u Wenty?  Ten ma się bardzo dobrze! Udowadnia, że to nie on wypalił się w kadrze, ale błędy były gdzieś indziej. Jako trener Vive Targów Kielce osiągnął ostatnio największy sukces w historii polskiej klubowej piłki ręcznej – awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów! Oczywiście powiecie, że w klubie ma do dyspozycji nie tylko Polaków, ale także zagraniczne gwiazdy. Zgadza się, ale to tylko potwierdza moją tezę, że problem kadry leżał i leży nadal w szkoleniu młodzieży, a nie po stronie trenera.