![]() |
| Ikona polskiej piłki (fot. www.wikipedia.pl) |
Tomasza Frankowskiego piłkarskim kibicom przedstawiać nie
trzeba. Jest to fenomen piłkarza, który potwierdza, że nawet u schyłku kariery można
być w dobrej formie.
Dzięki bramce w meczu z Piastem Gliwice Frankowski
znalazł się na trzecim miejscu klasyfikacji najlepszych strzelców Ekstraklasy
wszechczasów. Był to gol numer 167, a przed nim są Lucjan Brychczy (182 gole)
oraz Ernest Pohl (186 goli). Wyprzedzić tę dwójkę będzie niezwykle ciężko, a
może jednak „Franek” kariery nie zakończy i będzie strzelał dalej?
Już jakiś czas temu zawodnik Jagiellonii zapowiedział, że
po tym sezonie zakończy piłkarską karierę i uda się na zasłużoną sportową
emeryturę ku uciesze małżonki. Sam zostawił sobie jednak małą furtkę.
Powiedział bowiem, że jeśli do końca sezonu zdobędzie jeszcze kilka goli to być
może będzie grał dalej. Jak na razie jest na dobrej drodze. Gdyby jednak
zdecydował się zawiesić buty na kołku byłaby to historyczna chwila, bowiem jest
to ikona polskiej piłki.
![]() |
| "Franek" będzie jeszcze strzelał? (fot. www.sport.pl) |
Tomasz Frankowski urodził się 16 sierpnia 1974 roku w
Białymstoku i pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Jagiellonii, w której zadebiutował
również w Ekstraklasie. Rozegrał wówczas 9 meczów i zdobył jedną bramkę z rzutu
karnego. W wieku 19 lat trafił do francuskiego RC Strasbourg , następnie była
japońska Nagoya Grampus, a po powrocie do Francji grał w Poitiers FC oraz FC
Martigues. W 1998 wrócił do Polski, a konkretnie krakowskiej Wisły. Tutaj jego
kariera nabrała prawdziwego rozpędu. W Krakowie rozegrał 173 mecze, w których
zdobył aż 115 bramek! Później były już mniej udane przygody z hiszpańskim Elche,
angielskim Wolverhampton, innym zespołem z półwyspu iberyjskiego CD Tenerife
oraz amerykańskim Chicago Fire. Po powrocie zza oceanu zakotwiczył w swoim
macierzystym klubie – Jagiellonii. Gra tam do dziś.
Na koncie ma również 22 mecze w reprezentacji Polski i 10
bramek. Nie był jednak ulubieńcem selekcjonerów kadry. Filigranowy napastnik
rzadko otrzymywał szansę gry w narodowych barwach. Wydawało się, że przełamie
to Paweł Janas. To właśnie Frankowski w dużej mierze wywalczył dla zespołu
prowadzonego wówczas przez Janasa awans na Mistrzostwa Świata w Niemczech
(zdobył 7 bramek). Ku wielkiemu zaskoczeniu Janas nie powołał go na mundial.
W dzisiejszym meczu z Pogonią Szczecin dołożył kolejne trafienie.
Ma już zatem na koncie 168 bramek i na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego
słowa.

